www.czapla.cz

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
BĹ‚Ä…d
  • XML Parsing Error at 1:2656. Error 9: Invalid character

Pu?apki j?zykowe

Email Drukuj PDF

To by?o gdzie? w drugim tygodniu pobytu w Pradze. Wchodz? do sklepu spo?ywczego i prosz? o bochenek chleba. Pani ?ci?ga pieczywo z pó?ki i podaje mi, równocze?nie wypowiadaj?c cen? – 10 K?.
– M?žete opakowa?? – pytam po czesku naj?adniej, jak umiem, w nadziei na torebk?.

– Deset korun – mówi pani w odpowiedzi.
– Ano, to už slyszalam. Ale pytam o opakowanie...
Pani poddenerwowana:
– No, já Vam to ?íkam, 10 korun...
Zap?aci?am i wysz?am z chlebem w r?ku, bez torebki. A s?ownik powiedzia? mi w domu, ?e opakovat to po czesku „powtórzy?”!

W jaki? czas pó?niej zacz??am uczy? w firmach j?zyka polskiego. Do moich kursantów mówi?am zawsze po polsku, ?eby oswoili si? z j?zykiem. Na której? z lekcji mia? miejsce nast?puj?cy dialog:
Ucze?: Czy to zdanie jest dobre?
Ja: Nie, tutaj jest b??d. Prosz? go poprawi?.
Ucze? (bardzo zdziwiony): Poprawi??!
Ca?a grupa w ?miech i patrz? na mnie jak na idiotk?.
Ja (lekko skonsternowana): No... poprawi?... (g?o?no i wyra?nie) POPRAWI?!
Ucze? (spokojnie): Ale ?wiczenia nie da si? poprawi?... Poprawi? mo?na cz?owieka...
Na to ja z kolei os?upia?am i poprosi?am o wyja?nienia. Niewinne s?ówko „poprawi?” w czeskim wydaniu popravit znaczy... skróci? kogo? o g?ow?, najcz??ciej w ?redniowieczu i przy pomocy kata!

Kiedy ju? oswoi?am si? z czeskim i jego specyfik?, zdarzy?o mi si? robi? korekt? jakiego? t?umaczenia biznesowego. Ku swojemu najwy?szemu zdumieniu przeczyta?am tam (po polsku) nast?puj?ce zdanie: „W dniu 13 wrze?nia 2003 roku ich d?ugopisy zosta?y wystawione na licytacj?”. Ciekawa by?am niezmiernie, z ilokaratowego z?ota i z jakim grawerunkiem by?y te d?ugopisy, które kto? chcia? sprzeda?, ale wcze?niej co? mnie tkn??o i zajrza?am do s?ownika. Oczywi?cie, b??d t?umacza: dluhopis, brzmi?cy dla niewprawnego polskiego ucha jak „d?ugopis” to po prostu obligacja lub skrypt d?u?ny.

No, a potem przysz?o lato i sezon na le?ne owoce. Dotar?o do mnie wówczas z ca?? wyrazisto?ci?, ?e nasze j?zyki ??czy tylko pozorne podobie?stwo... Przez ca?e wakacje trzyma?am si? z dala od warzywniaków z obs?ug?, czas po?wi?caj?c na wkuwanie poni?szego ?a?cuszka przyczynowo-skutkowego:
polska „truskawka to czeska jahoda
polska „jagoda” to czeska bor?vka
a polska „borówka” to czeska... brusinka!

(Dla zaawansowanych polecam ?a?cuszek numer dwa:
polskie „w?a?nie” to czeskie práv?
polskie „prawie” to czeskie skoro
polskie „skoro” to czeskie jestli!)

Od zawsze mam psy. Bez ich porannego szczekania, ruszania ?apami przez sen czy widoku du?ych, mokrych oczu nie wyobra?am sobie funkcjonowania spo?ecznego. Na samym pocz?tku pobytu w Pradze wychodzi?am z Tristanem – cocker-spanielem angielskim – do ma?ego parczku na Vinohradach. O którejkolwiek porze dnia czy nocy si? tam nie znalaz?am, zawsze s?ysza?am takie nawo?ywania: „pot'sem, pot'sem”. W?a?ciciele krzyczeli, kolejny „pot'sem” ?wawo wybiega? z krzaków i karnie dawa? si? bra? na smycz, a ja wo?a?am „Tristan, Tristan” i w drodze do domu zastanawia?am si?, czy nie mo?na w tym mie?cie nadawa? psom jakich? bardziej oryginalnych imion... Zupe?nie bowiem nie rozumia?am powodu, dla którego co drugi pies w Pradze nazywa si? „pot'sem”. Kiedy podzieli?am si? na spacerze swoimi w?tpliwo?ciami ze znajomym Czechem, mój interlokutor – z kamienn? twarz? – stwierdzi? co nast?puje:
– Jest dok?adnie tak, jak mówisz, ale ten brak oryginalno?ci jest nie tylko w Czechach. Pami?tasz, jak wo?a si? na psy w Polsce?
– No, Azor, Burek, Ciapek... Jest w tym pewna rozmaito??... – broni?am si? dzielnie, jakby przeczuwaj?c cios.
– Jaki Azor?! Wi?kszo?? psów nazywa si? „cho?tu”, nie s?ysza?a??!
J?kn??am i zala?am si? purpur?.
– Tristan, pojd' jsem – wybe?kota?am i czym pr?dzej uciek?am do domu.

A za par? dni spotka?am na korytarzu pana Tomka (a to nazwisko, wbrew pozorom. Podobnie, jak nazwiskiem mo?e by? tu Krzysztof, czyli Krištof, Marek i wiele innych imion). Na jego widok mój pies... No, w?a?nie.
– Dobrý den – mówi? z u?miechem – Tristan ma radost, že Vás vidí. Pusobite na n?j takovým zp?sobem, že hned zá?iná merdat ocaskem... (Dzie? dobry! Tristan si? cieszy, ?e Pana widzi. Robi Pan na nim takie wra?enie, ?e od razu zaczyna merda? ogonkiem...)
– Opravdu?! Ale já nejsem na zví?átka... – odpar? mój ulubiony s?siad z trudem t?umi?c ?miech. – A když chce MRDAT, tak mu musíte najít fenku... (Naprawd??! Ale ja nie jestem zoofilem... A je?li naprawd? chce si? PIEPRZY?, to musi mu Pani znale?? suczk?...).

Sz?am przedmie?ciami Pragi nie my?l?c o niczym specjalnym, ale z nawyku j?zykowego odczytuj?c szyldy mijanych hurtowni. Nagle stan??am jak wryta. Pierwsza cz??? napisu brzmia?a „odbyt”. Jak Boga kocham. Przychodnia proktologiczna, czy co?! Ale w po??czeniu z drug? cz??ci? nie mia?o to ju? najmniejszego sensu: „zbo?a”. Czyli „odbyt zbo?a”. Co ma, za przeproszeniem, koniec uk?adu pokarmowego do ?yta, owsa i pszenicy?! Przygl?dam si? lepiej i widz?, ?e to drugie s?owo jest jednak jakie? inne – ”zboží”, mianowicie. Wi?c „odbyt zboží”. Mo?e mia?o by? „z boži”, np. „z bo?i pomoc?”?! Bzdura jaka?. Zagl?dam do wn?trza hurtowni – jakie? rzeczy le?? na pó?kach, kr?c? si? robotnicy, podje?d?aj? samochody dostawcze... Dziwne. ?eby „zbyt towarów” nazwa? w tak nietypowy sposób...

Siedzia?y?my z Ivan? na tarasie jej luksusowej willi, s?czy?y?my... nie, nie Martini, tylko likier z czarnej porzeczki, gapi?y?my si? w wygwie?d?one niebo i gada?y?my o losach naszych znajomych z dawnych lat.
– Jitka odjela do Švedska, Mirek je v Nizozemsku... (Jitka wyjecha?a do Szwecji, Mirek jest w Holandii...)
– Ano – przytakn??am – v?tšina mých kamarád? ze zakladky bydlí na zachodzie... (Mia?o by?: Tak, wi?kszo?? moich kolegów z podstawówki mieszka na zachodzie...)
– A mají tam aspo? sprchu?! (A maj? tam przynajmniej prysznic?!) – przytomnie na moj? wpadk? zareagowa?a Ivana. Tym razem zabi?o mnie podobie?stwo brzmie?: polskie „na zachodzie” jest ?udz?co podobne do czeskiego na zachod?, oznaczaj?cego... „w toalecie”!
(I znów ?a?cuszek do zapami?tania:
polska „klatka” to m.in. czeska ubikace
polska „ubikacja” to czeski záchod
polski „zachód” to czeski západ!)

Przez dobrych kilka lat mia?am te? kolosalny problem z zadzwonieniem do jakiegokolwiek serwisu, np. w kwestii zepsutej komórki. No, bo jak wyja?ni? mi?emu panu fachowcowi, ?e telefon jest... porouchany?! Tu, na szcz??cie mo?na u?y? te? neutralnego dla Polaka s?ówka poškozený, ale co zrobi? w sytuacji, kiedy idzie si? ulic?, na niej zaparkowany jest stary, rz?chowaty merol, w ?rodku ?pi flejtuchowaty i brzuchaty staruch, a na tylnej szybie wisi wielka kartka z napisem porucha?!

?e o reakcji na restauracj? „V cipu”, czyli na ro?ku, znajduj?cej si? w centrum Pragi nie wspomn?!

You are here: K?cik j?zykowy Pu?apki j?zykowe