www.czapla.cz

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
BĹ‚Ä…d
  • XML Parsing Error at 1:2656. Error 9: Invalid character

Co kraj, to obyczaj

Email Drukuj PDF

– Ty wiesz, o której oni jedz? obiad?! – Monika sprawia?a wra?enie zbulwersowanej. Zacz??a w?a?nie prac? w sporej firmie w Parku Chodov (trafiaj? tam pr?dzej czy pó?niej wszyscy Polacy z bran?y IT chc?cy pracowa? w czeskiej Pradze), na „dzie? dobry” dosta?a s?u?bowy telefon i dzieli?a si? ze mn? swoimi spostrze?eniami prawie co godzin?.

– O szóstej? – powiedzia?am, ?eby tylko co? powiedzie?. W gruncie rzeczy by?o mi kompletnie oboj?tne, o jakiej porze nasi po?udniowi s?siedzi decyduj? si? na swój ?ízek s hranolkama.
– Pud?o. – Monika stopniowa?a napi?cie. – Próbuj dalej.
– Siódmej? – g?upio da?am si? wci?gn?? w gr?.
– Ha, ha! – zabrzmia? jak wystrza? w s?uchawce jej gwa?towny wybuch ?miechu. – No, strzelaj!
Nie chcia?o mi si?. B?dzie walkowerem.
– Dobra, nie wiem. Ty powiedz.
– O dwunastej!!! A teraz musz? ju? ko?czy?, bo mój ten... no... vedoucí na horyzoncie!

Z pocz?tku nie chcia?am wierzy?, ale teraz ju? wiem: Monika mówi?a prawd?. Czesi ju? od 11:00 siedz? na krzes?ach w swoich biurach jak w blokach startowych, aby mi?dzy 11:30 a 12:00 wybiec do pobliskiej knajpki lub pracowniczej kantyny na obiad. Standardowe menu, czyli gotowe potrawy, wydawane jest w restauracjach ?rednio od 11:30 do 14:30/15:00 i kosztuje o ok. 30% mniej ni? w porze wieczornej. Na ogó? w knajpie znajdziemy wówczas dwie zupy i kilka da? g?ównych do wyboru, za które zap?aci? mo?emy...

– S?uchaj, nie uwierzysz! – w komórce znów s?ysz? g?os Moniki. – Tu jest jak za komuny! Dosta?am w?a?nie od mojego bossa takie talony, jakby kartki, na obiad, mówi? na to stravenky...
– I co si? z tym robi? – tym razem postanowi?am by? rzeczowa.
– No, je si?... Nie, czekaj, to znaczy nie je si? tych kartek, ale za nie kupuje si? ?arcie... W knajpie chyba mo?na, ale i w sklepie te?... Tylko nie mo?esz kupi? puszek dla psa ani papieru toaletowego, tylko zwyk?e jedzenie, takie dla cz?owieka...
– A czy...
– Sorki, musz? spada?, dzwoni mi drugi mobil...

Ca?a Monika, ale punkt dla niej: ka?da szanuj?ca si? firma w Czechach wydaje swoim pracownikom rodzaj talonów na jedzenie, którymi mo?na regulowa? rachunki w wi?kszo?ci knajp, a tak?e sklepach spo?ywczych (tam jednak najcz??ciej obowi?zuje przy p?aceniu limit kilku stravenek i nie wydaje si? z nich reszty przekraczaj?cej 5-10 K?). Kupony te nie uprawniaj? do zakupu alkoholi, chemii gospodarczej, prasy oraz ?ywno?ci dla psów. Za stravenky p?aci albo sam pracodawca (wtedy dostajemy je jako bonus do pensji), albo zostajemy za nie obci??eni jakim? procentem kosztów (np. pracodawca p?aci 60%, my 40%).

– S?yszysz mnie?! – jest wieczór. Monika dzwoni z metra, chyba. Podekscytowana jaka?.
– Tak, tak, jestem... – odpowiadam zaintrygowana. Praca si? ju? sko?czy?a, czy?by zdo?a?a pozna? w ci?gu pierwszego dnia jakiego? zafascynowanego Polsk? IT'aka (czytaj: „ajtiaka”, czyli pracownika IT) i ju? sz?a na randk??
– Nie wiesz, co to jest Ipák?
Teraz ja si? ?miej? w g?os.
– No, taki plac i stacja czerwonego metra, a o co chodzi?
– Bo id? na urodziny kole?anki z pracy, Czeszki...
– Pod go?ym niebem b?d? te urodziny?! – wyj? ze ?miechu. – Na Ipáku?!
S?ycha? charakterystyczny wizg metra.
– Nie, w knajpie, ale mamy si? spotka? tam w?a?nie...
Wi?cej nie by?o dane mi si? dowiedzie?, bo wagoniki kolejki podziemnej zag?uszy?y mi Monik?, a jej odebra?y sygna? w telefonie.

Ipák jak Ipák. Fakt tworzenia przez Czechów s?ów ko?cz?cych si? na „-ák” i skracania przyd?ugich wyrazów by? mi do?? dobrze znany: dov?a czyli dovolená, Mírák czyli Nám?stí Míru, Hlavák czyli Hlavní nádraží, Bud?járna czyli Bud?jovická. Podobnie, jak dodawanie ko?cówki „-?ko”: dívídí?ko (DVD), á?ko (metro A), cédé?ko (CD). Ale te urodziny w knajpie... Dziwna rzecz. Dlaczego nie w domu? Dopiero nast?pnego dnia okaza?o si?, ?e co? by?o na rzeczy:

Na spacerze z psem znów zobaczy?am sympatycznego Czecha. Tego samego, którego widywa?am ju? od jakiego? czasu w okolicy i zawsze sobie mi?o konwersowali?my. Postanowi?am tym razem nie ograniczy? naszego spotkania do pogaw?dki pod pobliskim koszem na ?mieci, tylko...
– Wpadniesz na herbat?? Na przyk?ad jutro po po?udniu? – spyta?am po kole?e?sku.
Spojrza? jakby zaskoczony.
– Do Ciebie? Do domu?
Teraz ja si? zdziwi?am.
– No, do mnie, do domu. Co w tym takiego? Mo?e nawet jakie? ciastka si? znajd?...
U?miechn?? si? szeroko i przyj?? zaproszenie.

Ja oczywi?cie zdo?a?am ju? zapomnie?, ?e b?d? mia?a go?cia i kiedy punktualnie o pi?tej zadzwoni? dzwonek do drzwi, w?a?nie odkurza?am przedpokój. Podesz?am do drzwi, otworzy?am i... os?upia?am. Na progu sta? ów Czech, ale nie przypomina? w niczym tamtego znajomego ze spacerów. By? wypomadowany, wypachniony, z w?osami na ?el, odziany w obcis?? koszulk? i trzymaj?cy w r?ku bukiet kwiatów.
– Nie pomyli?o Ci si? co? przypadkiem? – zapyta?am trze?wo, staraj?c si? ukry? rozbawienie.
– No, przecie? zaprosi?a? mnie na wieczór do siebie, DO DOMU... A co, ?le wygl?dam?– zdawa? si? traci? kontenans.
– Zgoda, powiedzia?am, ?eby? wpad? na herbat?, ale nie trzeba by?o... – chichota?am coraz g?o?niej.
– Poczekaj, czego? nie rozumiem... Nie zaprasza si? obcego m??czyzny do domu w innych celach ni?... no, wiesz, my?la?em, ?e...
– O, Jezu! – turla?am si? ze ?miechu. – Z faktu, ?e zaprosi?am Ci? do domu wysnu?e? teori?, ?e chc?... Matko ?wi?ta, to gdzie wy si? spotykacie, ?eby pogada??!
– W knajpie, rzecz jasna. – to on. Spokojnie, Monika mówi?a...
– A urodziny te? robicie w knajpie?
– No, jasne, a gdzie indziej?!
– A jak chcesz posiedzie? z kumplami i powspomina? szkolne czasy, to...
G?upi nie by?. Teraz i on si? ?mia?.
– Tak, tak, w knajpie, w knajpie, wszystko w knajpie! Do domu zaprasza si? tylko... no wiesz... Ewentualnie bliskich przyjació? i rodzin?... W Polsce jest inaczej?
– Inaczej. Chod? ju? na t? herbat?!

Karel wyja?ni? mi, ?e Czesi tradycyjnie sp?dzaj? czas po pracy w restauracjach, klubach, barach lub kawiarniach i równie? tam organizowane s? wszelkie imprezy. Wynika to z faktu, ?e w lokalach jest stosunkowo tanio, wi?c ka?dy mo?e sobie pozwoli? na wieczorne wyj?cie, dania podawane w restauracjach s? prawie tak smaczne jak domowe, a w dodatku nie trzeba sprz?ta? w mieszkaniu przed przyj?ciem go?ci, samemu przygotowywa? jedzenia ani wydawa? pieni?dzy na zakup alkoholi dla zaproszonych osób.

O wpó? do dziewi?tej zadzwoni?a Monika.

– Masz chwil?? – no, tak. Zanosi?o si? na d?u?sz? rozmow?. Przeprosi?am Karla i wymrucza?am do s?uchawki ?rednio zach?caj?ce „uhm”.
– Pos?uchaj, tu jest bardzo fajnie, ale... Oni ci?gle si? ze mnie ?miej?!
– Gdzie jeste??
– W knajpie. Zamówi?am przed chwil? piwo z sokiem, bo nie mieli grzanego...
Wiedzia?am. Wiedzia?am, ?e ona to zrobi!
– Oszala?a??! – musia?am by? brutalna. – Dla Czecha piwo z sokiem to jak dla nas wódka z kakao! A grzane to jak ciep?a wódka!
– Ojej... – moje metafory by?y trafne. Zrozumia?a. – A wiesz, co oni tu pij?? ?liwowic? wlewan? do piwa, bleee...
– Co kraj, to obyczaj... – skonstatowa?am z wy?szo?ci?. – A teraz ja musz? ko?czy?, bo mam go?cia.
– Masz randk??! – wyra?nie si? o?ywi?a.
– Jak? randk?? Przecie? jestem W DOMU...

You are here: Czeska mentalno?? ?ycie codzienne Co kraj, to obyczaj